<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Podr po Warszawie"> 
<author_1=Wiech>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="7">
<date=1953-07-19>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Trzy miesice temu nazad jakemy Starwkie zwiedzali musielimy ywo z Rynku wytyka, eby nie przeszkadza mularzom, cielom, blacharzom i inszem remiechom, a take samo ze strachu eby nie by pochlapanem wapnem, albo eby nasz jaka winda nie zapaa za frak i nie wciga na dach ktrej kamienicy.
Wtenczas wanie obiecaem wycieczce, prosz wycieczki, e jak wszystko bdzie ju tutej gotowe przyjdziem jeszcze raz detalicznie kad szczegle obejrzy.
No i jestemy. I c my widziem? Rusztowania poszli wont i przed namy roztacza si mona powiedzie lanszaft. Domy jak cukierki, kaden jeden odrobiony w zoty rzucik giriantki, albo pouczajce widoczki.
Godzinamy mona patrzy od domu do domu chodzi i nie sprzykrzy si. A najwicej widzi si na tych cianach namalowanej modziey lotniczej, czyli aniokw.
Co oni nie wyprawiaj! O na przykad tu: jeden na kozie wierzchem zasuwa, drugi za brod j cignie, a trzeci popycha. Obok kamienicy Pod murzynkiem, znowu anioki  tylko, e zatrudnione w brany aptekarskiej.
Jeden fruwajc ma penicylinow w miseczce fajansowem tuczkiem rozrabia.
Drugi prawidow lotnicz beczkie uskutecznia z paczk kogutkw od blu gowy pod pach. Trzeci 10 deka szawi na zapalenie okostnej dla klejenta na aptekarskiej wadze odwaa. Na rodku widziem wa drania, ktren z duego kieliszka spirytus leczniczy z duem zadowoleniem pociga.
Tu wicej na prawo dto rnit orkiestr artystycznie wyrzebiono  midzy oknami mamy zaszczyt podziwia. Dwch starszych muzykantw na saksofonach poleczki zasuwa, a trzeci w bben zaiwania, anioek nuty jem przewraca.
W dalszem cigu widziem aniokw w rnych branach MHD zatrudnionych jak: spoywcza, owoce i kwiaty, odzie letka, drb, miso i wdliny z dziczyzny.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>

